czwartek, 12 września 2013

Shin

 - Znowu ty? - spytalem lekko zażenowany. - No, cóż. Powiedziałbym, że się nawet przydałaś.
- Shin, ty... - Kaito był wściekły.
- Nie, tym razem nie ja. Sam się wkopałeś. A wracając do tego, o czym rozmawialiśmy, to radzę ci nie pzekraczać pewnych granic - uśmiechnąłem się z wyższością. - Acha, a tak zupełnie na poważnie, to Raku coś mi mówił, że ma w planach wstąpienie do szkoły, jeśli tylko Ojou-chan znowu nie zrobi afery, że go nie puści - to powiedziawszy, odszedłem. Kaito doskonale wiedział, kim jest Rakuto. Nie chciałem go straszyć, ale podejrzewałem, że w tym momencie tak właśnie to wyszło. Osobiście bardzo się cieszyłem na jego przyjazd.
Nie zdąrzyłęm przeekroczyć progu pokoju, gdy zatrzymał mnie Ricco.
- Młody, co to znowu za jaja odwalasz? - spytał nieco poddenerwowany.
- O czym ty mówisz? - spytałem, opierając się o ścianę plecami i zapinając na szyi obrożę.
- Czwarty przed chwilą skończył ściepę i ponoć jakiś koleś z yakuzy ma tu przyjechać. Jak zgaduję, nie jest on dla ciebie obcy - Ricco zgadł poprawnie. Coś, co nazwał ściepą było oczywiście zebraniem grona pedagogicznego, ale nazwa ta wydawała się być dla niego stanowczo za długa.
- Nie przesadza trochę? Raku przecież nie jest aż taki straszny. Poza tym, rodzina Okita nie służy jakiejś tam zgrai kiboli, tylko dystyngowanemu rodowi, który z yakuzą ma tyle wspólnego we współczesnym znaczeniu, ile demokracja ludowa z demokracją. Nie podejrzewałem dyra o dyskryminację - pomimo lekkiego tonu, byłem nieco zaniepokojony. Rakuto miał łatkę jeszcze zanim tu przyjechał, a jego krótki temperament nie pomoże mu, jak dojdzie do jakiejś kłótni.
- Ja młody nic do tego nie mam, tylko chcę, żebyś pilnował, co się dzieje. zarówno z nim, jak i z resztą. Wiesz, ile tu mamy paniczątek z dobrych domów, więc cokolwiek by nie było, na głupią szkolną awanturę zlecą się prawnicy zza wielkiej wody, jak coś pójdzie nie tak - Ricco wydawał się czytać w moich myślach.
- Jasne, jasne, panie biedny. Aż za dobrze wiem, co się dzieje, jak jakaś świnia kichnie przy korycie - westchnąłem i wszedłem do pokoju. Święty spokój nie był mi jednak pisany...

(El, Kaito, co u was?) (Któż to narusza mó czas wolny?)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz