czwartek, 12 września 2013

Elizabeth

Wiem, że minęło już kilka dni od rozpoczęcia roku, ale cóż, jestem. Nie jestem jakoś bardzo bogata, ale mam smarta, którym tu przyjechała, (bo mam prawo jazdy, logiczne). Zaparkowałam go, stanęłam i wpatrywałam się w szkołę, po czym ruszyłam na przód, weszłam do jakiegoś ogrodu, odwróciłam głowę idąc dalej na przód i BUM, zderzyłam się z jakimś chłopakiem. Miał azjatycką urodę. Kiedy upadał coś, co miał na nadgarstku zsunęło się po jego ręce i wpadło do mojej torebki.
-Uważaj, jak chodzisz - powiedział chłopak, łapiąc się za głowę (bo się walnęliśmy głowami).
-Przepraszam. to było niechcący. Jestem tu nowa i podziwiałam widoki - odparłam.
-Dobra, dobra, zejdź mi z oczu, bo nie wyrobię! - krzyknął.
-Dobrze, spokojnie, bez stresu to był przypadek - odparłam, lecz nie zdążyłam dojść to "to był przypadek”, gdy chłopak sam odszedł ode mnie. 
 - No cóż - pomyślałam - Miło się zaczyna.
 Szukałam swojego dormitorium, lecz jakoś nie ogarniałam, więc weszłam do jednego z nich, przy stoliku siedziała jakaś blondynka z mocnym makijażem, a druga stała razem z chłopakiem o azjatyckiej urodzie.
- Cześć, mam pewne pytanie, bo jestem tu nowa i szukam swojego dormitorium. Należę do dormitorium.. yyy… Poczekajcie, poszukam kartki, na której mam to zapisane - zajrzałam do torebki i znalazłam obrożę, wyciągnęłam ją i powiedziałam.
- Kurczę, widzieliście może takiego chłopaka, azjatycka uroda, czarne włosy, niezbyt miły? Musiało mi to wpaść do torebki, kiedy się z nim zderzyłam, bo to nie jest moje - powiedziałam, ale jedno z nich mi przerwało.

(Samanta? Shin?)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz