Wiem, że minęło już kilka dni od rozpoczęcia roku, ale cóż, jestem.
Nie jestem jakoś bardzo bogata, ale mam smarta, którym tu przyjechała,
(bo mam prawo jazdy, logiczne). Zaparkowałam go, stanęłam i wpatrywałam
się w szkołę, po czym ruszyłam na przód, weszłam do jakiegoś ogrodu,
odwróciłam głowę idąc dalej na przód i BUM, zderzyłam się z jakimś
chłopakiem. Miał azjatycką urodę. Kiedy upadał coś, co miał na
nadgarstku zsunęło się po jego ręce i wpadło do mojej torebki.
-Uważaj, jak chodzisz - powiedział chłopak, łapiąc się za głowę (bo się walnęliśmy głowami).
-Przepraszam. to było niechcący. Jestem tu nowa i podziwiałam widoki - odparłam.
-Dobra, dobra, zejdź mi z oczu, bo nie wyrobię! - krzyknął.
-Dobrze,
spokojnie, bez stresu to był przypadek - odparłam, lecz nie zdążyłam
dojść to "to był przypadek”, gdy chłopak sam odszedł ode mnie.
- No cóż -
pomyślałam - Miło się zaczyna.
Szukałam swojego dormitorium, lecz jakoś
nie ogarniałam, więc weszłam do jednego z nich, przy stoliku siedziała
jakaś blondynka z mocnym makijażem, a druga stała razem z
chłopakiem o azjatyckiej urodzie.
- Cześć, mam pewne pytanie, bo jestem
tu nowa i szukam swojego dormitorium. Należę do dormitorium.. yyy… Poczekajcie, poszukam kartki, na której mam to zapisane - zajrzałam do
torebki i znalazłam obrożę, wyciągnęłam ją i powiedziałam.
- Kurczę,
widzieliście może takiego chłopaka, azjatycka uroda, czarne włosy, niezbyt miły? Musiało mi to wpaść do torebki, kiedy się z nim zderzyłam, bo
to nie jest moje - powiedziałam, ale jedno z nich mi przerwało.
(Samanta? Shin?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz