- Oczywiście, że tak - prychnąłem. - W innym razie przecież nie gadalibyśmy teraz na luzie, prawda? - uśmiechnąłem się, poprawiając sobie Raku na ramieniu.
- Cieszę się, że się dogadaliśmy - Sam uśmiechnęła się szeroko. Widziałem, że coś jej chodzi po głowie, ale nie chce się zapytać wprost.
- Co robiliście, że aż było was słyszać na korytarzu? - w końcu zapytała, ale to nie było to, co jej chodziło po głowie.
- Wzory skróconego mnożenia liczb zespolonych - odpowiedziałem. - Chcesz zobaczyć?
- To coś z matmą, nie? Ja chyba podziękuję - nie zdziwiła mnie odmowa. Sam nigdy nie kochała matmy. I w sumie nie musiała, była ze Smoka osttecznie rzecz biorąc.
- A może chociaż mi powiesz, nad czym się tak zastanawiasz, co?
- Co?... Nie, ja nic...
- Sam, ile się znamy? - argument na wszystko. Co ciekawe, działał w prawie stu procentach. Bylo tak i tym razem.
(Sam?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz