Miałem poważnie dość tej dwójki. Zachowywali się jak dzieci w piaskownicy. Niemal widziałem jednego z "cieszarufą" a drugiego "cionknikiem" jak się kłócą, które jest "fajowsze". Westchnąłem przeciągle.
- Raku, masz przy sobie coś z Ptaszarni? - spytałem. Ten kiwnął głową i wyciągnął zze pasa schowany do tej pory wąski nóż w pochwie. Peacok, ostrze królewskie. Uśmiechnąłem się i wziąłem je od niego.
- Mówisz, że chcesz go zabić, tak? No, to lepszej okazji mieć nie będziesz - wyciągnąłem rękę z nożem przed nos Kaito. Wiedziałem, że trochę w tym momencie przeginam, ale jeśli nie ucieknę się do drastycznych środków, naprawdę dojdzie do jakiejś rozwalki w szkole. Wątpiłem, by Kaito był na tyle odważny, by chociaż wziąć Peacok'a do ręki. W spokoju czekałem na reakcję, obserwując z nutką satysfakcji całą feerię uczuć w oczach chłopaka, z których rzadna nie była pozytywną. Za mną Rakuto usiadł na fotelu i ziewnął.
- Streszczaj się, młody. Nie mam tyle czasu, ile ci się wydaje - nie musiałem widzieć jego twarzy, by wiedzieć, że się śmieje.
(Kaito?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz