- Nie przeszkadzam? - dziewczyna uśmiechnąła się jak na reklamie.
- Szczerze mówiąc, to trochę tak. Czekam na pewną osobę, więc w każdej chwili mogę być zajęty - odpowiedziałem.
- O, to nie szkodzi. Jak będziesz musiał się czymś zająć, to ja sobie pójdę - zaoferowała, zupełnie nie rozumiejąc, o co mi chodziło. Westchnąłem tylko. - To tak wygląda pokój prefektów...
- Jak widać - odpowiedziałem zdawkowo, nie podnosząc oczu znad książki.
- Od początku tu tak mieliście, czy urządziłeś się w pustym metrażu? - nie dawała za wygraną. Już miałem odpowiedzieć coś, co miłym by nie było, gdy do pokoju wpadł Ricco, nawet uprzednio nie pukając.
- Przybyła nasza mała Gozilla - oznajmił z niewesołą miną.
- Możesz darować sobie tego typu uwagi, co? - spytałem ziriytowany. Ricco popatrzył na rozpartą już na fotelu dziewczynę... Calliope.
- Ona już wychodzi, miała mi do przekazania wiadomość od Kaito - mój ton był na tyle sugestywny, że nawet ona zrozumiała i wyszła. Gdy drzwi się zamknęły za dziewczyną, Ricco popatrzył na mnie.
- I co zamierzasz teraz zrobić? - spytał Ricco z lekkim uśmieszkiem o nie do końca zrozumiałej dla mnie barwie.
- To, co miałem zamiar zrobić, zanim ktoś mi bezczelnie przerwał.
- To znaczy?
- Absolutne nic - odpowiedziałem, wracając do lektury. - Ja nie mam zamiaru niańczyć ani Raku, ani Kaito. Są na tyle duzi, że jak przyjdzie co do czego, to i tak się tu z pewnością zjawią. I to jeszcze dzisiaj.
- Jak uważasz, byleby nie było potem z tego żadnej spiny. Bo dobrze wiesz, że przy okazji i tobie oberwie się po uszach za sprowadzanie półświatka do budy.
- Nic mi nie będzie, umiem o siebie zadbać - mruknąłem na odchodne opiekunowi. Ten tylko sapnął w odpowiedzi i zamknął za sobą drzwi. Obiecałem sobie, że choćby niebo nam spadało na głowę, nic mi nie odbierze mojego spokoju aż do jutra rana.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz