niedziela, 15 września 2013

Rakuto

Nigdy bym nie przypuszczał, że sprowadzanie wzoru skróconego mnożenia na liczbach urojonych może być tak zabawne. Shin o mało nie spadł z krzesła podczas prezentacji wizualnej pierwiastka z -1. Nagle ktoś otworzył drzwi i w futrynie pojawiła się jakaś blondi.
- A ty to niby kto? - spytałem tracąc humor.
- Raku! - otrzymałem dość mocny kopniak w tył kolana. Syknąłem z bólu. - Co jest, Sam? - spytał, wstając i ocierając wierzchem dłoni łzy śmiechu. 
- A nic, przyszłam zobaczyć słynnego mafioza - uśmiechnęła się jak gdyby nic. Gdyby nie fakt, że Shin najwyraźniej ją tolerował, już by zobaczyła, kim jest mafiozo.
- Naprawdę aż takie się zamieszanie zrobiło? Jeszcze chwila i wprowadzę bilety wstępu... - ten żart byłby śmieszny, gdyby nie fakt, że już chyba ze cztery grupki pielgrzymowały tu, żeby mnie pooglądać.
- Aż tak źle?
- Jeszcze gorzej, kotku - nie wyczułem bliższej zażyłości między dwójką, ale i tak nie podobało mi się, że nam przerwała dziewczyna o takim wyglądzie i charakterze.
- No, to jak mnie już sobie obejrzałaś, coś jeszcze? - spytałem, opierając się podbródkiem o ramię Shina i obejmując go w talii. Wiedziałem, że nawet nie pomyśli o prawdziwym znaczeniu tego gestu, zbyt przyzwyczajony do niemal intymnych odruchów ze mną. Nigdy się nie domyślił, co do niego czuję. On jedyny.

(Samantha?)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz