czwartek, 5 września 2013

Samanta

Historia Kristin była makabryczna. Już rozumiałam, dlaczego tak się zachowywała, chociaż własnego doświadczenia wiedziałam, że to jej nie pomaga.
- To nie była twoja wina – szepnęłam
Dziewczyna chciała zaprotestować, ale uciszyłam ją machnięciem ręki.
- Nie mówię tego żeby Cię pocieszyć. Po prostu Cię rozumiem
- Ta, jasne – prychnęła lekceważąco – Na pewno mnie rozumiesz, bo sama widziałaś jak ktoś morduje Twoją rodzinę, co?
- Domyślna jesteś – powiedziałam całkiem poważnie
- Co?! – Kristin gwałtownie podniosła głowę, a nasze oczy się spotkały
- Powiedziałam, że trafiłaś – powtórzyłam dobitnie
- W takim razie opowiedz – zażądała twardo – Ja Ci powiedziałam moją mordęgę, teraz twoja kolej – dodała, widząc, że się waham
- No dobra –zgodziłam się – Tylko może najpierw wrócimy do mojego pokoju, co? – zaproponowałam – Bo to trochę długo potrwa, a już jest późno i na dodatek leje
Kristin zgodziła się niechętnie, więc poszłyśmy do szkoły. W pokoju od razu powiesiłam nasze przemoczone kurtki tak żeby szybko wyschły. Potem zrobiłam nam obu po kubku gorącej czekolady.
- Usiądź – poprosiłam, podając czekoladę gościowi, a następnie sama przysiadłam na skraju łóżka.
- Nie bardzo wiem, od czego zacząć – powiedziałam, upijając łyk napoju – W odróżnieniu od Ciebie moi rodzice nie pili i nie bili ani mnie ani mojej siostry. Kochali nas i zawsze mogłyśmy na nich liczyć. Jednakże oboje mieli dość niebezpieczną pracę. Tata był policjantem, a mama dyplomatką. Oboje zostali zamordowani, kiedy ich poczynania nie spodobały się jakiejś mafii…
- Mafii?! – przerwała mi Kristin
- No tak… - przyznałam speszona – Rodzice mieli z nią zatargi od dłuższego czasu. Nie wiedziałam o tym dopóki jacyś gangsterzy nie otoczyli naszego domu z pistoletami i nie przyłożyli mi noża do gardła. Miałam wtedy 10 lat, a Maya miała ledwo dwa – westchnęłam i odwróciłam głowę, nie chcąc żeby dziewczyna zobaczyła, że do oczu napłynęły mi łzy – Rodzice chcieli mnie uratować, dlatego im się poddali. Ci z mafii zabili rodziców jak tylko do nich wyszli, a nas nie uwolnili tak jak im obiecali tylko pobili i wywieźli nie wiadomo, dokąd. Przez dobrych kilka dni szukałyśmy drogi powrotnej. Udało nam się dotrzeć na komisariat policji. Potem przez parę tygodni byłyśmy w domu dziecka. Stamtąd odebrała nas ciotka Alison, u której mieszkałam do czasu szkoły. Maya mieszka tam do tej pory – zakończyłam, a w pokoju zapadła grobowa cisza.

(Kristin?)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz