Muszę przyznać, że młody mi nieco zaimponował. Myślałem, że gdy tylko Shin mu poda peacoka, ten wybiegnie z płaczem. Westchnąłem, wyciągając ostrze z obicia.
- Ja bym powiedział, że to wielka szkoda. Zwłaszcza, że jesteś na tyle głupi, by dać mi taki prezent bez ubezpieczenia siebie. Nie wiesz, chłopczyku, ile krwi już miałem na rękach. Z tym, że ja nie jestem na tyle miły, by załatwić sprawę szybko - naciąłem sobie przedramię krótko, ale dość głęboko. - Nie znasz smaku krwi, jesteś tylko rozpieszczonym dzieciakiem - zlizałem spływającą posokę. Chłopak myślał, że zacznę się przed nim płaszczyć, gdy rzucił. Przeliczył się.- Poza tym, to jest Peacok, ostrze królewskie. Nigdy nie zraniło swojego właściciela. Za dobrze je znam, żeby mi coś zrobiło. Prawda, Black? - popatrzyłem na chłopaka. Wydawał się być mniej spokojny, niż ja. Rzuciłem w niego, szybiej niż wcześciej rzucono we mnie. Ten włapał je w dwa palce, zatrzymując na rozszerzonej tsubie kilka centymetrów przed swoimi oczami. Mój cel był trafny. I w odróżnieniu do mnie na celowniku, teraz Kaito był naprawdę zaniepokojony.
- Shin, nic ci... - zaczął z rozszerzonymi źrenicami.
- Raku, ile ci mówiłem, żebyś nie straszył ludzi. Zapominasz, że poza posesją nigdy nie wiadomo, jak ktoś zareaguje - Black westchnął, oblizując nóż z ostatnich kropelek i wkładając do pochwy. - Właśnie, mieliśmy omówić ten wzór, masz oczywiście czas, prawda? - zmienił temat z uśmiechem.
- Jasne. Chyba cię nie interesują liczby urojone, prawda dzieciaku? - popatrzyłem znacząco na swojego prefekta, przywierając wargami do rany.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz