środa, 25 września 2013

Elizabeth

-Czy ty chcesz popełnić samobójstwo ?!- wrzasnęłam na dziewczynę
-Nie zauważyłam tego samochodu - mruknęła dziewczyna
-Och, dobrze, po prostu się przestraszyłam - pisnęłam
Dziewczyna nic nie powiedziała, złapała za telefon i wyłączyła muzykę
-Jestem Elizabeth a ty?- powiedziałam ochoczo
-Jestem...Jestem Kristin - odpowiedziała, spojrzał się na mnie i zamachała na pożegnanie
*spoko* pomyślałam i poszłam do sklepu. Wzięłam coś słodkiego i wodę gdy doszłam do kasy ona tam stała. PO chwili wyszła bo jej produkty były skasowane, nie śpieszyłam się, bo ona nic dla mnie nie znaczyła,poza tym ,że ją uratowałam... Gdy kasjerka skasowała moje produkty, wyszłam i zobaczyłam jak jakiś mężczyzna wyrywa Kristin portfel i odwraca się do ucieczki, jak byłam młodsza chodziłam na karate i na kursy samoobrony więc, odebranie portfela takiemu łazędze jak tamten gość to była bułka z masełkiem, walnęłam w odpowiedni punkt na szyi dwoma palcami, mężczyzna znieruchomiał, potem walnęłam w miejsce nad łydką, kolanem w plecy, ręką złapałam jego ramie i rzuciłam go na ziemię, podniosłam portfel, który wypadł mu z ręki, oddałam Kristin, która wpatrywała się w tą scenkę i powiedziałam:
-nie ma za co

Kristin?

wtorek, 17 września 2013

Kristin

Dawno już nie wychodziłam na dwór więc stwierdziłam, że tak też zrobię. Jak zwykle padało. Założyłam mp4 i kaptur na głowę. Następnie wyszłam przez drzwi i ruszyłam w stronę najbliższych sklepów gdzie chciałam kupić coś do jedzenia albo do picia nie wiem. W zasięgu wzroku dostrzegłam sklep na drugiej stronie ulicy. Rozglądnęłam się nic nie jechało więc ruszyłam. Nie zdążyłam zrobić dwóch kroków i ktoś odciągnął mnie do tyłu a przede mną
- Co do cholery?! - mruknęłam a słuchawki wypadły mi z uszu i wtedy usłyszałam głośne trąbienie i auto przejechało milimetr przede mną.

<<Kto dokończy??>>

poniedziałek, 16 września 2013

Elizabeth

*Ta...ciekawie się zaczęło...ale cóż* pomyślałam i odeszłam, powoli lecz nie poszłam za daleko gdy znowu wpadłam na kogoś, tym kimś była dziewczyna, niebiesko włosa dziewczyna, obie upadłyśmy

-Przepraszam, znowu się zagapiłam - powiedziałam
-Nic się nie stało - powiedziała dziewczyna - jestem Calliope a ty ?
-Ja jestem Elizabeth - powiedziałam 
-Niebiesko włosa dziewczyna patrzyła się jeszcze chwilę i nagle zaproponowała 
-Może cię oprowadzę ? Lubię oprowadzać ludzi 
-Dobrze, chętnie tylko może najpierw pójdziemy do mojego pokoju, odłożę walizkę i pójdziemy.
-Spoko- powiedziała dziewczyna
Gdy odłożyłyśmy moje walizki, Calliope zaprowadziła mnie do ogrodu i zaczęła



(Calliope?)

niedziela, 15 września 2013

Samanta

- No, dobra – westchnęłam – Co wyście robili z Kaito, że były skargi?
- Jakie skargi?
- Cytuję: „o awanturze, w której rzucaliście bronią w ściany i nie tylko”
- Powiedzmy, że się trochę droczyliśmy z Tygrysem – zaśmiał się Shin
- Dobra, nieważne – odpuściłam – Pójdę już
- Czekaj! – zatrzymał mnie Shin
- Co jest?
- Zadanie z Z.A. – uśmiechnął się rozbrajająco
- Powinnam się domyślić – mruknęłam rozbawiona - Jaki obraz mam namalować?

(Shin?)

Shin

- Oczywiście, że tak - prychnąłem. - W innym razie przecież nie gadalibyśmy teraz na luzie, prawda? - uśmiechnąłem się, poprawiając sobie Raku na ramieniu.
- Cieszę się, że się dogadaliśmy - Sam uśmiechnęła się szeroko. Widziałem, że coś jej chodzi po głowie, ale nie chce się zapytać wprost.
- Co robiliście, że aż było was słyszać na korytarzu? - w końcu zapytała, ale to nie było to, co jej chodziło po głowie.
- Wzory skróconego mnożenia liczb zespolonych - odpowiedziałem. - Chcesz zobaczyć?
- To coś z matmą, nie? Ja chyba podziękuję - nie zdziwiła mnie odmowa. Sam nigdy nie kochała matmy. I w sumie nie musiała, była ze Smoka osttecznie rzecz biorąc.
- A może chociaż mi powiesz, nad czym się tak zastanawiasz, co?
- Co?... Nie, ja nic...
- Sam, ile się znamy? - argument na wszystko. Co ciekawe, działał w prawie stu procentach. Bylo tak i tym razem.

(Sam?)

Samanta

- Tak, muszę z wami pogadać – powiedziałam prosto z mostu – Chodzi o to żebyś nie robił awantur i nie prowokował innych, ok?
- Niby, czemu? - zapytał prowokująco
- Bo ja wpadnę w niezłe tarapaty i wtedy będzie źle – wtrącił się Shin – Sam, skąd w ogóle wiesz o przyjeździe Raku? – zapytał
- Ricco u mnie był – wyjaśniłam krótko
- Wiedziałem – Shin wywrócił oczami – Trochę Cię już znam i wiem, że nigdy się nie interesowałaś mafią i nawet jakby tu przyjechał seryjny morderca to nie przyszłabyś żeby go „obejrzeć”.
- Masz rację – przyznałam z lekkim uśmiechem  – Nie obchodzi mnie skąd jesteś – zwróciłam się do Raku – Nie uprzedzam się do innych. Najpierw muszę ich poznać żeby mieć o nich jakieś zdanie. To również wiesz, prawda Shin?

(Shin? Rakuto?)

Rakuto

Nigdy bym nie przypuszczał, że sprowadzanie wzoru skróconego mnożenia na liczbach urojonych może być tak zabawne. Shin o mało nie spadł z krzesła podczas prezentacji wizualnej pierwiastka z -1. Nagle ktoś otworzył drzwi i w futrynie pojawiła się jakaś blondi.
- A ty to niby kto? - spytałem tracąc humor.
- Raku! - otrzymałem dość mocny kopniak w tył kolana. Syknąłem z bólu. - Co jest, Sam? - spytał, wstając i ocierając wierzchem dłoni łzy śmiechu. 
- A nic, przyszłam zobaczyć słynnego mafioza - uśmiechnęła się jak gdyby nic. Gdyby nie fakt, że Shin najwyraźniej ją tolerował, już by zobaczyła, kim jest mafiozo.
- Naprawdę aż takie się zamieszanie zrobiło? Jeszcze chwila i wprowadzę bilety wstępu... - ten żart byłby śmieszny, gdyby nie fakt, że już chyba ze cztery grupki pielgrzymowały tu, żeby mnie pooglądać.
- Aż tak źle?
- Jeszcze gorzej, kotku - nie wyczułem bliższej zażyłości między dwójką, ale i tak nie podobało mi się, że nam przerwała dziewczyna o takim wyglądzie i charakterze.
- No, to jak mnie już sobie obejrzałaś, coś jeszcze? - spytałem, opierając się podbródkiem o ramię Shina i obejmując go w talii. Wiedziałem, że nawet nie pomyśli o prawdziwym znaczeniu tego gestu, zbyt przyzwyczajony do niemal intymnych odruchów ze mną. Nigdy się nie domyślił, co do niego czuję. On jedyny.

(Samantha?)

Samanta

- Dobra, już rozumiem – powiedziałam rozbawiona – Ale mimo wszystko postaraj się wyluzować żebyście się nie pozabijali.
- Ok, ale jeśli on…
- Porozmawiam z Shinem i jego przyjacielem – przerwałam
- O ile cię posłuchają – zaśmiał się
- Zobaczymy – powiedziałam, wstając – Do jutra
- Na razie!

Opuściwszy dormitorium Tygrysa, poszłam do pokoju Shina. Już z daleka słyszałam dobiegające ze środka śmiechy. Zapukałam cicho i po dłuższej chwili drzwi się otworzyły i stanął w nich nieznajomy chłopak…

(Rakuto?)

Kaito

 - Trochę nerwów mu nie zaszkodzi.
Oznajmiłem, uśmiechając się wesoło.
 - W ogóle, o co dokładnie poszło?
Spytała.
 - A bo ja wiem ... Głównie o to, że cały on jest denerwujący. I to nazywanie mnie dzieciakiem, kiedy jest tylko o rok starszy.
Prychnąłem lekceważąco, posyłając Samancie uśmiech.
 - Ahh, no to wszystko wyjaśnia! Traktuje cię z góry przez rocznik, a ty tego nie cierpisz!
Powiedziała rozbawiona Sam.
 - Owszem, to również ma wielkie znaczenie w moim stosunku do tego gnoja .

(Samanta?) (Ktoś?)

Samanta

Siedziałam w swoim pokoju i pracowałam nad piosenką, kiedy ktoś zapukał do drzwi. Był to Ricco z ponurym wyrazem twarzy.
- Sam, zróbże coś z nimi! - jęknął teatralne, opadając na fotel
- Co znowu się stało, co? - zapytałam, dobrze wiedząc, o kogo chodzi
- Do Tygrysa przyjechał facet z yakuzy i z tego, co widzę szykuje się awantura
- Rozmawiałeś z Shinem?
- Tsa... Z marnym skutkiem - Ricco westchnął - Prawdę mówiąc, myślałem, że coś do niego dotarło, ale potem dostałem kilka skarg o awanturze w pokoju Shina. Podobno ktoś tam rzucał bronią po ścianach i nie tylko.
- Ok, porozmawiam z nimi – obiecałam
- No to chodź – ponaglił mnie
- Dobra dobra, spokojnie – uśmiechnęłam się – Idź się wyluzuj, a ja się wszystkim zajmę
Ricco posłuchał mnie i wyszedł, a ja zamknęłam pokój i poszłam do dormitorium tygrysa. Zastałam Kaito rozłożonego na kanapie i patrzącego nie wiadomo, na co.
- Hej – zagadnęłam – Mogę się przysiąść?
Chłopak bez słowa przesunął się, robiąc mi miejsce.
- Co to za facet do szkoły przyjechał, co? – zapytałam, siadając
- Kolega Shina z yakuzy
- Coś mi się wydaje, że nie bardzo go polubiłeś
- Nie muszę lubić wszystkich z tej szkoły, nie? – burknął
- Nie, ale możesz po prostu go unikać i nie robić awantury – zasugerowałam
- Może masz rację…
- No w każdym razie na pewno ty i Shin nie musicie doprowadzać Ricco do załamania nerwowego – zażartowałam, rozładowując atmosferę
Kaito uśmiechnął się delikatnie i powiedział:

(Kaito?)

sobota, 14 września 2013

Kaito

- Nie nazywaj mnie dzieciakiem.
Odparłem chłodnawo, wkładając ręce do kieszeni ciemnych spodni. Grzywka opadła mi na prawe oko. Ten rok zaczyna się dość... Interesująco. Mimo mojego początkowego szoku spowodowanego reakcją chłopaka, jakoś nie odczuwałem przerażenia czy czegokolwiek. Widok krwi, rany ... Nie były dla mnie nowością, mimo że praktycznie nikt o tym nie wiedział.
 - Życzę miłej zabawy.
Posłałem im kpiący uśmiech i opuściłem pokój Shina. Włożyłem do uszu słuchawki, puszczając jedną z moich ulubionych piosenek. Skierowałem się do swojego dormitorium. Będąc na miejscu, rozsiadłem się wygodnie na kanapie.
Widocznie przepowiednia Rina nie była taka błędna jak początkowo mi się wydawało.

Rakuto

Muszę przyznać, że młody mi nieco zaimponował. Myślałem, że gdy tylko Shin mu poda peacoka, ten wybiegnie z płaczem. Westchnąłem, wyciągając ostrze z obicia.
- Ja bym powiedział, że to wielka szkoda. Zwłaszcza, że jesteś na tyle głupi, by dać mi taki prezent bez ubezpieczenia siebie. Nie wiesz, chłopczyku, ile krwi już miałem na rękach. Z tym, że ja nie jestem na tyle miły, by załatwić sprawę szybko - naciąłem sobie przedramię krótko, ale dość głęboko. - Nie znasz smaku krwi, jesteś tylko rozpieszczonym dzieciakiem - zlizałem spływającą posokę. Chłopak myślał, że zacznę się przed nim płaszczyć, gdy rzucił. Przeliczył się.- Poza tym, to jest Peacok, ostrze królewskie. Nigdy nie zraniło swojego właściciela. Za dobrze je znam, żeby mi coś zrobiło. Prawda, Black? - popatrzyłem na chłopaka. Wydawał się być mniej spokojny, niż ja. Rzuciłem w niego, szybiej niż wcześciej rzucono we mnie. Ten włapał je w dwa palce, zatrzymując na rozszerzonej tsubie kilka centymetrów przed swoimi oczami. Mój cel był trafny. I w odróżnieniu do mnie na celowniku, teraz Kaito był naprawdę zaniepokojony.
- Shin, nic ci... - zaczął z rozszerzonymi źrenicami.
- Raku, ile ci mówiłem, żebyś nie straszył ludzi. Zapominasz, że poza posesją nigdy nie wiadomo, jak ktoś zareaguje - Black westchnął, oblizując nóż z ostatnich kropelek i wkładając do pochwy. - Właśnie, mieliśmy omówić ten wzór, masz oczywiście czas, prawda? - zmienił temat z uśmiechem.
- Jasne. Chyba cię nie interesują liczby urojone, prawda dzieciaku? - popatrzyłem znacząco na swojego prefekta, przywierając wargami do rany.

Kaito

Spojrzałem zaskoczony na wyciągnięty w moją stronę nóż..Stałem tak chwilę w bezruchu, aż w końcu wziąłem do ręki przedmiot.  Wyjąłem go z pochwy, obserwując z zaciekawieniem. Rzuciłem nim. Przeleciał przez pokój, wbijając się parę centymetrów obok głowy Rakuto. Nie więcej jak pięć.
 - Masz szczęście, że mam cela i przypadkiem nie trafiłem ci między oczy.
Odezwałem się spokojnie, wykrzywiając wargi w kpiącym uśmieszku. Obserwowałem ich reakcje z istnym zaciekawieniem. Zapewne żaden z nich nie spodziewał, że go zaatakuje. Sam nie sądziłem, że aż tak potrafię się wkurzyć.

(Shin?) (Rakuto?)

Shin

Miałem poważnie dość tej dwójki. Zachowywali się jak dzieci w piaskownicy. Niemal widziałem jednego z "cieszarufą" a drugiego "cionknikiem" jak się kłócą, które jest "fajowsze". Westchnąłem przeciągle.
- Raku, masz przy sobie coś z Ptaszarni? - spytałem. Ten kiwnął głową i wyciągnął zze pasa schowany do tej pory wąski nóż w pochwie. Peacok, ostrze królewskie. Uśmiechnąłem się i wziąłem je od niego.
- Mówisz, że chcesz go zabić, tak? No, to lepszej okazji mieć nie będziesz - wyciągnąłem rękę z nożem przed nos Kaito. Wiedziałem, że trochę w tym momencie przeginam, ale jeśli nie ucieknę się do drastycznych środków, naprawdę dojdzie do jakiejś rozwalki w szkole. Wątpiłem, by Kaito był na tyle odważny, by chociaż wziąć Peacok'a do ręki. W spokoju czekałem na reakcję, obserwując z nutką satysfakcji całą feerię uczuć w oczach chłopaka, z których rzadna nie była pozytywną. Za mną Rakuto usiadł na fotelu i ziewnął.
- Streszczaj się, młody. Nie mam tyle czasu, ile ci się wydaje - nie musiałem widzieć jego twarzy, by wiedzieć, że się śmieje.

(Kaito?)

Kaito

Zamorduję gnoja. Uduszę. Wytnę flaki. Grryy ...  Jak on mnie denerwuje!
 - Ten szczyl nie ma prawa nazywać mnie dzieciakiem!
Warknąłem wyraźnie zdenerwowany.
 - A to niby czemu?
Chłopak uniósł ku górze brwi. Z trudem powstrzymałem się przed rozwaleniem mu tej twarzyczki. Idiota.
Nie odpowiedziałem. Jak to miałem w zwyczaju, głośno wypuściłem powietrze z ust. Na powrót oparłem się o ścianę, trzymając ręce w kieszeniach.
 - Sukinsyn.
Burknąłem jeszcze cicho.
 - To jak, będzie spokój?
Głos Shina dotarł do moich uszu.
 - Może, ale chyba wiesz nie od dziś, że trzymanie emocji na wodzy nie należy do moich mocnych stron.

(Rakuto?) (Shin?)

Rakuto

Gdy weszliśmy do pokoju Blacka, serce mi mimowolnie zabiło szybciej.
- Wejdźcie, dobrze, że pytasz - syknął Shin, odkładając książkę. Dobrze widziałem, że nie przepada za moim prefektem. - O, Okita!
- Cześć, Black - uśmiechnąłem się, po czym wymieniliśmy "misiaki". Jakkolwiek to wyglądało, było naszym starym już zwyczajem parodiowanie kobiecych buziaczków. - Co czytasz?
- To, co ty szukasz już od dłuższego czasu - odpowiedział, pokazując mi z uśmiechem pomarańczowawą okładkę z projektem w niezbyt wyszukanym stylu. - Jak przeczytam - odpowiedział na niezadane jeszcze pytanie.
- Może by tak odłożyć sobie gadki na potem, co? - przerwał nam oparty o ścianę chłopak.
- Czemu? Ja bardzo lubię rozmawiać z Raku o książkach, a póki to jest mój pokój, nie masz nic do powiedzenia - prychnął obok mnie Black. Widziałem w oczach chłopaka coś, czego ten nie dostrzegał - zazdrość. Nie, żeby mi to pzeszkadzało.
- Możesz nas zostawić samych, Ai? - spytał Black. Dziewczyna zmarszczyła nos, niezadowolona, ale wyszła, zamykając za sobą drzwi. Wyraźnie jej się podobał "miniharem", w którym się znalazła. - Dobra, chłopaki. Nie wiem, co zrobiliście przez te pięć minut, jak mnie z wami nie było, ale już chyba ze trzy osoby mówiły, że szykuje się jakaś wojna w Tygrysie. Więc lepiej zejdźcie z tonu, bo nie mam zamiaru ratować wam tyłka. Żadnemu - dodał, znacząco patrząc na mnie.
- Gomene, Black. Będę się pilnował, o ile ten dzieciak nie będzie mi wchodził w drogę - odpowiedziałem, spuszczając nieco głowę. Nie podejrzewałem, że wszyscy są tutaj tacy wrażliwi.
- Ten co?! - prefekt już miał zamiar coś mi zrobić, ale Black go pociągnął za koszulkę do tyłu.
- Kaito! Powiedziałem: obaj spokój! - w Blacku zaczęły się budzić przytłumione instynkty dowódcze z czasów, gdy mieszkał razem z nami.
- Ale ten szczyl...

(Kaito?)

Christian

Elo, elo.
Christian, uczeń klasy 1, mieszkaniec Tygrysa. Można powiedzieć, że jestem typem z ciemnej strony. Wychowywali mnie ludzie którzy pod wieloma względami złamali prawo, więc nic dziwnego że teraz taki jestem. Trenowałem wiele sztuk walk, więc bez tasaka nie podchodź. Bywam bardzo nerwowy i egoistyczny. Nie obchodzi mnie ani polityka, ani prawo. Słucham heavy metalu, czytam książki kryminalistyczne.  W szkole, jeśli miałbym wybrać przedmiot który lubię, wskażę matematykę. Ewentualnie chemię. Przedmioty ścisłe, to mój kierunek. Z humanistyki za dobry nie jestem, nie interesują mnie obce języki.W tłumie, mimo że centymetrów wzrostu mam nie wiele, łatwo mnie zauważyć przez mocno czerwone włosy. Nie jestem duszą towarzystwa, nie piję alkoholu. Ale palę. Nałogowo. Chcesz wiedzieć coś więcej o mnie? Podejdź. Może, Cię nie zabiję.

Kaito

Pięknie. Nie dość, że nowy "kolega" już zaczął mnie denerwować, to okazało się że wolnego czasu dziś mieć nie będę. Zacisnąłem dłonie w pięści i z głośnym świstem wypuściłem z ust powietrze.  
- Dobra.
Burknąłem cicho pod nosem, wykrzywiając usta w grymasie niezadowolenia. O co znów chodzi? Rakuto nic nie mówiąc skierował się w stronę pokoju perfekta Feniksa. Polazłem za nim. Gdy znaleźliśmy się przed danym pokojem, bezceremonialnie otworzyłem drzwi. Tamta dziewczyna ciągle szła za nami, wyraźnie wszystkim zainteresowana. Weszliśmy do środka, ja od razu oparłem się o ścianę pomieszczenia.
 -O co chodzi?
Spytałem chłodnawo wyczekująco rozglądając się po zebranych.

(Shin?) (Rakuto?) (Dziewczyno?)

Rakuto

Wreszcie dotarłem na teren szkoły. Z jedną małą walizeczką na kółkach udałem się do przydzielonego mi dormitorium. Doskonale wiedziałem, gdzie mam iść, bo zdąrzyłem się już zaznajomić z topografią dzieki Shinowi. Żałowałem tylko, że nie będę mieszkał u niego. Ale cóż, bywa. Przeszedłęm chodnikiem pomiędzy dwoma klombami, obserwując cały czas kątem oka tłum gapiów. Wiem,, że nikt by mi nic nie zrobił, ale nawyki trudno wyplenić. Wśród męskiej części spotykałem się bardziej z obojętnością lub niechęcią, jak czystą ciekawością, ale dziewczyny stanowiły już zupełnie inny temat. Wiedziałem, że z moim wyglądem, długi czarny płaszcz obszyty futrem i glany do wąskich spodni będą strzałem w dziesiątkę. Nie, żebym chciał jakąś dziewczynę dla siebie, moje serce ma już swojego właściciela, ale taki fanclub bardzo pomaga, jeśli trzeba cokolwiek załatwić. Widziałem, że już znalazło się kilka kandydatek na jego prezesowanie.
- Ty jesteś Rakuto, tak? - spytał mnie chłopak o wyraźnie japońskich rysach, gdy dotarłem przed bydynek.
- Ta, a ty...
- Ja jestem prefektem i masz się do mnie tak zwracać - w jego głosie wyczułem swego rodzaju oschłość. Nie byłem pewny, skąd się ona wzięła, ale podejrzewałem, że nie z mojego środowiska.
- W takim bądź razie ty mów do mnie sempai - uśmiechnąłem się jadowicie. - W końcu jestem starszy - moja odpowiedź nie spodobała się chłopakowi, ale i nie miała.
- Dobra, dobra. Klucz czeka w drzwiach, numer ci podali. I radzę ci nic nie wymyślić, bo jak wkopiesz w swoje interesy Shina, to w jednym kawałku nie wrócisz - i zagadka rozwiązana.
- Umiem o siebie zadbać. A co do Shina, to prędzej możesz się spodziewać psów u siebie. Zapewniam cię, że znajdzie się co najmniej dziesięć osób, które potwierdzą, że był gdzie indziej, jeśli tylko będzie taka potrzeba - nie żartowałem.
- Kaito? Kaito! - przerwała nam jakaś dziewczyna. - Ricco od Feniksa prosił, żebyście poszli w dwojkę do prefekta - zrelacjonowała krótko i zrobiła do mnie maślane oczy.

(Kaito?)(Dziewczyno?)(Ktokolwiek?)

Shin

- Nie przeszkadzam? - dziewczyna uśmiechnąła się jak na reklamie.
- Szczerze mówiąc, to trochę tak. Czekam na pewną osobę, więc w każdej chwili mogę być zajęty - odpowiedziałem.
- O, to nie szkodzi. Jak będziesz musiał się czymś zająć, to ja sobie pójdę - zaoferowała, zupełnie nie rozumiejąc, o co mi chodziło. Westchnąłem tylko. - To tak wygląda pokój prefektów...
- Jak widać - odpowiedziałem zdawkowo, nie podnosząc oczu znad książki.
- Od początku tu tak mieliście, czy urządziłeś się w pustym metrażu? - nie dawała za wygraną. Już miałem odpowiedzieć coś, co miłym by nie było, gdy do pokoju wpadł Ricco, nawet uprzednio nie pukając.
- Przybyła nasza mała Gozilla - oznajmił z niewesołą miną.
- Możesz darować sobie tego typu uwagi, co? - spytałem ziriytowany. Ricco popatrzył na rozpartą już na fotelu dziewczynę... Calliope.
- Ona już wychodzi, miała mi do przekazania wiadomość od Kaito - mój ton był na tyle sugestywny, że nawet ona zrozumiała i wyszła. Gdy drzwi się zamknęły za dziewczyną, Ricco popatrzył na mnie.
- I co zamierzasz teraz zrobić? - spytał Ricco z lekkim uśmieszkiem o nie do końca zrozumiałej dla mnie barwie.
- To, co miałem zamiar zrobić, zanim ktoś mi bezczelnie przerwał.
- To znaczy?
- Absolutne nic - odpowiedziałem, wracając do lektury. - Ja nie mam zamiaru niańczyć ani Raku, ani Kaito. Są na tyle duzi, że jak przyjdzie co do czego, to i tak się tu z pewnością zjawią. I to jeszcze dzisiaj.
- Jak uważasz, byleby nie było potem z tego żadnej spiny. Bo dobrze wiesz, że przy okazji i tobie oberwie się po uszach za sprowadzanie półświatka do budy.
- Nic mi nie będzie, umiem o siebie zadbać - mruknąłem na odchodne opiekunowi. Ten tylko sapnął w odpowiedzi i zamknął za sobą drzwi. Obiecałem sobie, że choćby niebo nam spadało na głowę, nic mi nie odbierze mojego spokoju aż do jutra rana.

piątek, 13 września 2013

Tony

Siema!
Na imię mi Tony, a moje nazwisko brzmi Simson. Do tej szkoły uczęszczam pierwszy rok, więc raczej nikt kojarzyć mnie nie będzie. Jestem osobą, która ma tzw. humorki. Raz możesz do mnie podejść bez żadnych obaw, zaś już zaraz może Ci grozić niebezpieczeństwo z mojej strony. Interesuję się pojazdami. Wszystkimi, choć głównie samochodami wyścigowymi. Moim ulubionym przedmiotem jest geografia. Nie wiem w sumie czemu, może dlatego że pragnę w przyszłości podróżować? Odkrywanie nowych kontynentów, kultur brzmi całkiem obiecująco. Hmm ... co jeszcze. Nienawidzę gier komputerowych. Nie trawię po prostu. Wolę naturę. Kwiaty... zwłaszcza róże. Herbaciane. Chcesz wiedzieć więcej? Śmiało podejdź i zapytaj. Raczej nie będę gryźć. W razie czego wyjmę tasak. Nie chcę narażać moich białych ząbków.

Rakuto

Jestem Rakuto i pochodzę z przedmieść Tokyo. Mieszkam razem z moimi braćmi krwi, a teraz przyjechałem w odwiedziny do przebywającego w Polsce Shina. Jako przedmioty maturalne wybrałem sobie informatykę, matematykę i fizykę, ale wątpię, bym był tu na tyle długo, bym je musiał pisać. Uwielbiam broń białą, a wojej kolekcji w Tokyo występują nawet egzemplarze ze zbiorów Shinsengumi, których uważam za swoje wzory. Często mówią na mnie przez to Okita, od Soji'ego Okity, jednego z najmłodszych dowódców jednostki. Poza zamiłowaniem do walki i rudych naturalnych włosów (tak, farbuję je zazwyczaj) łączy nas jeszcze jedno - jak on jestem chory na gruźlicę. Na szczęście jest to niezbyt zaawansowane stadium, więc nie ma się czym przejmować. Co jeszcze? Uwielbiam imprezy i mógłbym na nich przebywać niemal codziennie, o ile tylko oferowany jej porządny "bufet". Chyba wystarczy, mata atode!

Aiko

Cześć, jestem Aiko! Pochodzę z Japonii, gdzie spędziłam większość życia. Moja kochana mama zapisała mnie do szkoły. Trochę jestem zła, że nie zapytała się o moje zdanie. Zawsze nie miałam głosu. Może tutaj się to zmieni. Wychowywała mnie raczej babcia, ponieważ moja rodzicielka zarabiała na mnie i moją młodszą siostrę. Taty nigdy nie poznałam, ale lubiłam to, że byłam inna nisz wszyscy. Przeciętność jest nudna, dlatego staram się wyróżniać. Jestem raczej optymistką. Uwielbiam eksperymentować z wyglądem ! Kolorowe włosy, tatuaże... to jest to ! Mimo wszystko tunele i kolczyki w twarzy nie znoszę. Lubię często grać na pianinie klasyki. Czasem mogę zaśpiewać Ci moje piosenkę, ale musisz zasłużyć. Lubię podróżować, szczególnie po Europie. Uwielbiam białe kwiaty, koty i motyw czaszek. Dość często możecie mnie spotkać grającą w LoL'a. Tak wiem, dziwne, że dziewczyna w to gra. Jestem strasznie uparta jeśli chodzi o dążenie do celu. Jak coś sobie obiecam to już nic mnie od tego nie odwróci. Z nauką nie radzę sobie zbyt dobrze, ale czasem moje pomysły rozwiązują największe zagadki. Uwielbiam tworzyć coś, co robione jest przeze mnie. Nie licz jednak, że ci pokażę. Może jednak jeśli mnie poznasz?

czwartek, 12 września 2013

Calliope

Nikt na mnie nie zwraca uwagi. Na perfekta mojej części szkoły dość trudno się natknąć. A ja potrzebuję towarzystwa... Nucąc pod nosem jakąś melodię, podeszłam do jakieś dziewczyny:
 - Hej, wiesz może z kim mogę sobie pogadać?
Nieznajoma spojrzała na mnie zaskoczona, a po chwili odparła:
 - Ja idę po książki do czytania, więc raczej nie ze mną. Może z perfektem Feniksa?
Zaproponowała. Nic więcej do wiadomości nie było mi potrzebne. Dotarłam do pokoju Shina. Ku mojemu zdziwieniu było otwarte, więc gdy nie doczekałam się odpowiedzi weszłam do środka. Usiadłam na łóżku, rozglądając się po pomieszczeniu. Gdy drzwi się otworzyły spojrzałam na perfekta, podnosząc się na równe nogi 
 - Cześć. 
Przywitałam się wesoło.
 - Cześć... Kim jesteś?
Spytał zaskoczony.
 - Calliope. Jestem z Tygrysa. Nie za bardzo miałam co ze sobą począć, więc pomyślałam, że wpadnę ... Nie przeszkadzam? 

(Shin?)

Kaito

Uch ... Albo mi się wydaję, albo staję się co raz bardziej nerwowy. Wszystko w koło zaczynało mnie denerwować, a dzisiejsza "scena" po prostu o mały włos nie przekroczyła mojej czerwonej linii. Oparłem się o ścianę, składając ręce w piramidkę. Wypuściłem z głośnym świstem powietrze z ust, a moje wargi niespodziewanie wykrzywił kpiący uśmieszek.
Pora pokazać kto tu stawia warunki. Kto wie, może w końcu zacznie wszystko iść po mojej myśli? Na początku roku szkolnego nie planowałem za bardzo się wdrażać w niebezpieczne sytuacje ale jak ja jestem zdenerwowany czy podirytowany ratunku nie ma. Oj nie ma.
Skierowałem się do swojego pokoju, po drodze zahaczając jeszcze o Shina. Poczochrałem mu włosy i z udawanym uśmiechem odezwałem się:
 - Już nie długo, będziesz tańczyć jak ci zagram.
Burknąłem chłodnawo i skierowałem się do siebie. Drzwi zamknąłem z hukiem, rzucając się na łóżko. Jeśli ktoś tu przyjdzie to chyba wypruje flaki. Potrzebuje spokoju.

Shin

 - Znowu ty? - spytalem lekko zażenowany. - No, cóż. Powiedziałbym, że się nawet przydałaś.
- Shin, ty... - Kaito był wściekły.
- Nie, tym razem nie ja. Sam się wkopałeś. A wracając do tego, o czym rozmawialiśmy, to radzę ci nie pzekraczać pewnych granic - uśmiechnąłem się z wyższością. - Acha, a tak zupełnie na poważnie, to Raku coś mi mówił, że ma w planach wstąpienie do szkoły, jeśli tylko Ojou-chan znowu nie zrobi afery, że go nie puści - to powiedziawszy, odszedłem. Kaito doskonale wiedział, kim jest Rakuto. Nie chciałem go straszyć, ale podejrzewałem, że w tym momencie tak właśnie to wyszło. Osobiście bardzo się cieszyłem na jego przyjazd.
Nie zdąrzyłęm przeekroczyć progu pokoju, gdy zatrzymał mnie Ricco.
- Młody, co to znowu za jaja odwalasz? - spytał nieco poddenerwowany.
- O czym ty mówisz? - spytałem, opierając się o ścianę plecami i zapinając na szyi obrożę.
- Czwarty przed chwilą skończył ściepę i ponoć jakiś koleś z yakuzy ma tu przyjechać. Jak zgaduję, nie jest on dla ciebie obcy - Ricco zgadł poprawnie. Coś, co nazwał ściepą było oczywiście zebraniem grona pedagogicznego, ale nazwa ta wydawała się być dla niego stanowczo za długa.
- Nie przesadza trochę? Raku przecież nie jest aż taki straszny. Poza tym, rodzina Okita nie służy jakiejś tam zgrai kiboli, tylko dystyngowanemu rodowi, który z yakuzą ma tyle wspólnego we współczesnym znaczeniu, ile demokracja ludowa z demokracją. Nie podejrzewałem dyra o dyskryminację - pomimo lekkiego tonu, byłem nieco zaniepokojony. Rakuto miał łatkę jeszcze zanim tu przyjechał, a jego krótki temperament nie pomoże mu, jak dojdzie do jakiejś kłótni.
- Ja młody nic do tego nie mam, tylko chcę, żebyś pilnował, co się dzieje. zarówno z nim, jak i z resztą. Wiesz, ile tu mamy paniczątek z dobrych domów, więc cokolwiek by nie było, na głupią szkolną awanturę zlecą się prawnicy zza wielkiej wody, jak coś pójdzie nie tak - Ricco wydawał się czytać w moich myślach.
- Jasne, jasne, panie biedny. Aż za dobrze wiem, co się dzieje, jak jakaś świnia kichnie przy korycie - westchnąłem i wszedłem do pokoju. Święty spokój nie był mi jednak pisany...

(El, Kaito, co u was?) (Któż to narusza mó czas wolny?)

Elizabeth

-Co to za chłopak ? -zapytałam blondynkę
-To był Shin, A ja jestem Samanta - odpowiedziała
-Ja jestem Elizabeth, jak już mówiłam jestem nowa, chyba półgodziny temu przyjechałam i wyszłam na poszukiwanie mojego dormitorium. A ty...-chciałam zapytać dziewczynę siedzącą przy stoliku,bo ciągle byłam do niej odwrócona plecami lecz jej już tam nie było - dziwne - szepnęłam
-To była Ondine - powiedziała Sam
-O już pamiętam ja należę do dormitorium Smoka, wskażesz mi drogę do owego dormitorium ?
-Tak oczywiście, to nie daleko a właściwie to tutaj - odpowiedziała dziewczyna po czym się roześmiała
-Czemu ten chłopak był taki wesoły ? - zapytałam
-Chyba lubisz zadawać pytania - powiedziała Samanta lekko podirytowana - nie wiem, zapytaj się go sama, jest pewnie w pokoju Kaito- powiedziawszy to dziewczyna narysowała mi na karteczce małą mapę jak ta dotrzeć
Wzięłam ją i poszłam do Kaito, kiedy doszłam pod jego pokój usłyszałam taką rozmowę
"-Skąd to masz! Oddawaj natychmiast-powiedział spanikowany jeden z nich
- Coś za coś, kotku. Coś za coś. - odparł drugi
-Skąd to masz do cholery ! Kto ci to dał - wrzasnął Kaito
-Pewna dziewczyna- zaczął Shin lecz nie skończył bo Kaito dopowiedział
-to ta z którą się zderzyłem
-jakiś ty domyślny - powiedział uszczypliwie Shin"
W tym samym momencie z pokoju wyszedł zdenerwowany Kaito, zobaczył mnie i powiedział
-Podsłuchujemy, nie ładnie, czemu jak grzeczna dziewczynka nie oddałaś mi tego ?
-Ja...ja się zorientowałam dopiero później a on powiedział, że ci zaniesie, no i teoretycznie przyszedł - jak to mówiłam złapał mnie za ramie i szarpną ku ziemi, przewróciłam się i walnęłam plecami o podłagę, przez chwilę nie mogłam złapać oddechu, po czym poruszyłam się lecz Kaito przytrzymał mnie za ramię
-Gdzie się wybierasz ? -zapytał z pogardą
Wtem z pokoju Kaito wyszedł Shin 
(Shin?)

Shin

- Jasna karnacja, kobieca uroda, czarna bluza i za duża bluzka? - spytałem.
- Tak. Wpadliśmy na siebie i przez przypadek do torebki wpadło mi to - dziewczyna wyciągnęła moją obrożę. To, co na mojej twarzy się pojawiło, nie mogło być nazwane zwykłym uśmiechem. To był wyszczerz rozmiar XXL.
- Oddam mu, jak się spotkamy - wziąłem cacko do ręki. - Ondie, rozumiesz już wszystko? - dziewczyna skinęła głową. - W takim razi ja idę, takiej złotojajnej kaczki nie można długo trzymać w rękawie - stwierdziłem i wybiegłem skocznym truchtem. Kątem oka widziałem, jak Sam rozmawia z nową dziewczyną. O ile dobrze się orientowałem, była od niej, więc nie musiałem się martwić o papierki i temu podobne sprawy.
Do pokoju Kaito wszedłem w zadziwiająco dobrym humorze.
- Co, namyśliłeś się jednak? - popatrzył na mnie wzrokiem nie pozostawiającym cienia wątpliwości co do intencji.
- Owszem, poukładałem sobie pewne sprawy.
- I?...
- I doszedłem do wniosku, że wymiana jest bardzo mądrą formą odzysku. Jako matematyk nie mogę przecież zaprzeczyć, że pierwiastki lepiej trzymać razem z pierwiastkami, a potęgi z potęgami - nie traciłem uśmiechu. Czułem, że tym razem wygrałem bitwę.
- Jasne, jasne. Trzymaj sobie co tam tylko chcesz, jeśli ci to sprawia przyjemność - stwierdził Kaito, zbliżając się do mnie. Wyczekałem do ostatniej chwili i wyciągnąłem do przodu rękę z obrożą w chwili, gdy miał się już do mnie nachylić. Jego reakcja była bezcenna.
- Skąd to masz?! Oddawaj natychmiast! - dostrzegłem w jego oczach coś, czego jeszcze nigdy przedtem - panikę.
- Coś za coś, kotku. Coś za coś.

(Kaito?)(Sam, El?)

Elizabeth

Wiem, że minęło już kilka dni od rozpoczęcia roku, ale cóż, jestem. Nie jestem jakoś bardzo bogata, ale mam smarta, którym tu przyjechała, (bo mam prawo jazdy, logiczne). Zaparkowałam go, stanęłam i wpatrywałam się w szkołę, po czym ruszyłam na przód, weszłam do jakiegoś ogrodu, odwróciłam głowę idąc dalej na przód i BUM, zderzyłam się z jakimś chłopakiem. Miał azjatycką urodę. Kiedy upadał coś, co miał na nadgarstku zsunęło się po jego ręce i wpadło do mojej torebki.
-Uważaj, jak chodzisz - powiedział chłopak, łapiąc się za głowę (bo się walnęliśmy głowami).
-Przepraszam. to było niechcący. Jestem tu nowa i podziwiałam widoki - odparłam.
-Dobra, dobra, zejdź mi z oczu, bo nie wyrobię! - krzyknął.
-Dobrze, spokojnie, bez stresu to był przypadek - odparłam, lecz nie zdążyłam dojść to "to był przypadek”, gdy chłopak sam odszedł ode mnie. 
 - No cóż - pomyślałam - Miło się zaczyna.
 Szukałam swojego dormitorium, lecz jakoś nie ogarniałam, więc weszłam do jednego z nich, przy stoliku siedziała jakaś blondynka z mocnym makijażem, a druga stała razem z chłopakiem o azjatyckiej urodzie.
- Cześć, mam pewne pytanie, bo jestem tu nowa i szukam swojego dormitorium. Należę do dormitorium.. yyy… Poczekajcie, poszukam kartki, na której mam to zapisane - zajrzałam do torebki i znalazłam obrożę, wyciągnęłam ją i powiedziałam.
- Kurczę, widzieliście może takiego chłopaka, azjatycka uroda, czarne włosy, niezbyt miły? Musiało mi to wpaść do torebki, kiedy się z nim zderzyłam, bo to nie jest moje - powiedziałam, ale jedno z nich mi przerwało.

(Samanta? Shin?)

Elizabeth

Cześć!
Co by tu o mnie powiedzieć... Jestem Elizabeth Smile, dla kolegów El lub Eli. Moje imię brzmi Elizabeth, bo moja matka miała fizia na punkcie "dostojnych" imion, WTH, Jestem na ogół miłą, otwartą i szczerą osobą, lecz jeśli zajdziesz mi za skórę umiem być wredna, jak to określiła moja ciotka "Jesteś strasznie kochliwa Eli, ale jesteś też romantyczką" ta... Dzięki ciociu, a nawiązując do mojej rodziny, nienawidzę swojej matki ani ojca, oboje się zdradzali, potem wzięli rozwód, ale nadal ze sobą współżyli, więc pewnego jesiennego dnia uciekłam do mojej dawniej opiekunki Caroline Smile, zamieszkałam u niej i zmieniłam nazwisko, na jej nazwisko. Wracając do charakteru, Jestem miłą, na ogół otwartą, wesołą, szczera, przyjacielską, ambitną, kreatywną, zabawną osobą uwielbiającą gadać z chłopakami oraz bycia z nimi w związkach. Boję się pająków, bardzo się ich boję. Jestem też często tajemnicza i jestem godna zaufania. No to chyba na tyle, jeśli czegoś nie powiedziałam to sorki, jeśli ze mną pogadasz, pewnie się dowiesz...

niedziela, 8 września 2013

Samanta

- Ok, no to chodźmy – zarządziłam – Tylko uprzedzam, że ona nie będzie zadowolona, że Cię poprosiłam o pomoc
- Niby czemu? – zdziwił się – Nie no, ja rozumiem rywalizację domów, ale szkoła i nauka chyba są ważniejsze, nie?
- Eh, taak – przyznałam – Tyle, że niektórym można to tłumaczyć setki razy, a i tak ciężko im to przyjąć do wiadomości.
- Fakt, też kilku takich mam – Shin wywrócił oczami – Ale w końcu użeranie się z innymi to „ciemna strona” naszego stanowiska
Uśmiechnęłam się, słysząc tekst zaczerpnięty prosto ze „Star Wars” po czym otworzyłam drzwi dormitorium. Przy małym stoliku, w kącie, czekała na nas blondynka z mocno pomalowanymi oczami. Podeszłam do niej.
- Ondine, przyprowadziłam kogoś kto lepiej ode mnie pomoże Ci w matmie – powiedziałam, wskazując kolegę – To jest Shin, prefekt dormitorium Feniksa. Shin to jest Ondine, moja podopieczna.
Po tej krótkiej prezentacji zapadła niezręczna cisza…

(Shin? Ondine?)

Shin

- Powiedziałem, oddaj - syknąłem. Nie byłem w nastroju na żarty, zwłaszcza z nim. - Ukradłeś ją, nie mam obowiązku ci się za to rewanżować - wykrzywiłem usta w grymasie.
- A ja powiedziałem nie za darmo - Kaito przybliżył się, a ja miałem na szczęście ten komfort, że teraz nie ograniczały mnie ściany.
- Nie jestem aż takim desperatem. Jeśli zabranie mi jedynej pamiątki po moim miestrzu jest dla ciebie taką rozrywką, to nie mam zamiaru zniżać się do tego poziomu - prychnąłem, starając się za wszelką cenę zachować zimną krew. Wszystko we mnie krzyczało, żeby coś zrobić, ale zagłuszałem to jak tylko się dało.A co do mojego pierwszego opiekuna, mistrza Oyamy z zespołu badawczego w Tokyo University... to rzeczywiście była to jedyna rzecz, jaką jego konkubina pozwoliła mi zabrać ze sobą. Rodziców nie pamiętałem, a do Polski trafiłem zupełnym przypadkiem.
Odszedłem szybkim krokiem, zanim stało się coś więcej. Natknąłem się na Tony'ego i już miałem przejść obok, gdy ten mnie zatrzymał.
- Panie Shin! - odwróciłem się na pięcie.
- Tak? - natychmiast założyłem na twarz uśmiech pusty jak butelka czystej po tygodniowej imprezie. "Pan Shin" brzmiało tyle poważnie, co pasująco.
- Mógłbyś mi pomóc z zadaniem z matematyki? Siedzę już godzinę i nic nie mogę zrozumieć - pierwszak uśmiechnął się jak na reklamie proszku do prania.
- Jasne, chodźmy - wzruszyłem ramionami i poszliśmy razem w kierunku części dormitorium dla pierwszaków.

Kaito? Tony?

Kaito

Spojrzałem w rozbawieniu na swoją dłoń. Znajdywała się w niej jego obroża. Uśmiechnąłem się pod nosem, wyciągając wygodniej na kanapie. Chwile bawiłem się nowym "nabytkiem". Ta czynność, dość szybko mi się znudziła, więc podniosłem się z aktualnego siedzenia i skierowałem się do ogrodu. Bezproblemowo znalazłem Shina. Stanąłem tuż za nim i wyszeptałem do jego ucha:
 - Bu. 
Zaskoczony chłopak odwrócił się przodem do mnie. Uśmiechnąłem się kpiąco. 
- Nie zgubiłeś czegoś przypadkiem?
Pomachałem w powietrzu jego własnością.
 - Oddaj mi to.
Zażądał. Zamyśliłem się chwilę po czym odparłem: 
 - Zgoda. Ale coś za coś. 
Moje usta wykrzywił kpiący, dość przerażający uśmiech. 

(Shin? )

Calliope

Panującą na sali ciszę, przerwał mój głośny śmiech. Wszyscy spojrzeli na mnie wyraźnie zaciekawieni, więc podniosłam do góry białą kartkę. Narysowałam na niej patyczaka w okularach i krótkiej sukience. Mało kogo pewnie coś takiego bawiło, ale w końcu jestem Śmieszkiem. Kiedy tylko dobiegł koniec lekcji, wypadłam z sali, skoczyłam w powietrze i ...zaliczyłam glebę uderzając się w jakąś wiszącą nisko lampę. Zdarłam sobie brodę.
 - Jeeej ...
Zajęczałam z niezadowoleniem, padając plackiem na podłogę. Ktoś nadepnął mi na głowę, ale wyczuwając coś pod stopą, cofnął nogę.
 - Nic ci nie jest?
Usłyszałam pytanie, podniosłam się do góry (tym razem wolno, by znów nie zaryć o nic) i położyłam dłoń na ramieniu nieznanej mi osoby.
 - Nie, towarzyszu boju.
Palnęłam.

(Ktokolwiek? ;D)

sobota, 7 września 2013

Shin

Zamarłem, nie wiedząc, co robić. Widziałem, że Kaito bawi moja reakcja i to najbardziej mnie wkurzało. Spróbowałem go odepchnąć, ale ku mojemu nieszczęściu on chodził kiedyś na sztuki walki. Ja nie.
- Spieprzaj! - syknąłem, ale nie zadziałało. - Cholera, chcesz mieć aferę na całą budę?
- Dobra, dobra - na szczęście odpuścił. - Kotku - albo i nie. Byłem wściekły.
- Za dużo biednych istot przeleciałeś przez wakacje chyba - prychnąłem. - Radzę ci się nie zapominać, gdzie jesteś. Zwłaszcza, że w razie potrzeby znam odpowiednie osoby - uśmiechnąłem się, po raz pierwszy czując w tej sytuacji wyższość. W przeszłości udało mi się zaznajomić dość ściśle z kilkoma członkami yakuzy, czy polskiej mafii i Kaito o tym wiedział.
- Jasne, jasne, twoja czeska mafia naśle na mnie Krecika - wiedziałem, że pod sarkazmem kryje zalążki strachu. - Ale nie łudź się, że to koniec, ja tak łatwo nie odpuszczam - nie byłem pewny, czy żartuje, czy nie. W każdym razie, wolałem wyjść jak najszybciej.Niemal wybiegłem z dormitorium. Musiałem się uspokoić, więc przeszedłem przez ogród do mojej ukochanej części z oczkiem wodnym. Pływały w nim karpiki koi, trzepocząc ogonami. Uśmiechnąłem się lekko i sięgnąłem ręką do szyi. Dopiero teraz zauważyłem, że nie miałem już na sobie mojej ukochanej obroży. Zakląłem cicho, domyślając się, co się z nią stało i kiedy. Ale nie bylem na tyle odważny, by po nią wrócić teraz.

Kaito?


- Otóż, jak dobrze wiecie, nasza szkoła ma w zwyczaju organizować wojnę dormitoriów. Chciałbym więc, żebyście zaczęli już myśleć powoli o pierwszej konkurencji. Przypominam, że wszyscy mają mieć równe szanse, więc konkursy bezpośrednio przedmiotowe odpadają. Cokolwiek wymyślicie, macie zakaz konsultowania tego ze swoimi podopiecznymi, żeby nie mogli się przygotować do tego wcześniej - wszyscy kiwnęliśmy głowami. - Acha, dostałem właśnie wyciag z baknu, wiec od razu mówię, że tegoroczne nagrody mogą nawet przewyższyć te z zeszłego roku. Radzę się wieć przyłożyć do pracy - uśmiech Czwartka był zabójczy. - Jesteście wolni.
- Shin, masz chwilę? Prosili mnie o pomoc w matmie, a wiesz, że ja się na tym nie znam - Sam uśmiechnęła się prosząco.
- Jasne, czemu nie - wzruszyłem ramionami.

Sam? Tajemniczy niedouczony?

Ogłoszenia

Po pierwsze, wznosimy obowiązek czasowy, bo nikt się nie wyrabia, a nie ma nas na tyle, żeby to miało jakiś sens. Prosiłabym, jednakże, żeby postarać się nie rozwlekać w nieskończoność i jeden dzień nie trwał u nas miesiąca, bo święta zostają na swoich datach.
Druga sprawa, werbujcie kogo się tylko da. Byłabym tylko wdzięczna, gdyby były to osoby w wieku z jedynką z przodu i umiejące pisać zgodnie z ogólnie przyjętymi normami szyku zdania, ortografii i interpunkcji. Jeśli nie mają konta na howrse, zawsze można się dogadać z prefektami na maile / gg / inne portale lub założyć sobie konto tylko jako przekaźnik wiadomości.
Trzecia sprawa - proszę o kontakt do mnie ze zgłoszeniami, kto jaki przedmiot będzie pisał jako ściągi i na jakim poziomie (gimnazjum / liceum / pozaprogramowy). Przypominam, że można pisać odnośnie wszystkich przedmiotów bądź sportu / sztuki. Przygotujcie sobie jeden główny i 2, 3 ewentualne przedmioty, bo ilość miejsc na przedmiot jest ograniczona.
A po ostatnie, proszę prefektów o wnoszenie już propozycji na pierwszą konkurencję, wystartujemy tak koło połowy września, jak dobrze pójdzie. Zapominalskim przypominam, że notki się justuje (wyrównanie do lewej i prawej).

piątek, 6 września 2013

Kaito

( Mam nadzieję, że nie będzie przeszkadzać jeśli napiszę tu dwie wiadomości. Nie za bardzo związane ze sobą, ale ten brak czasu ... )

Początki roku szkolnego są takie beznadziejne. Zwykle bywały nudne, ale słowa Shina wywołały u mnie nikłe zaciekawienie.
  - Ja? Nic takiego.
Odpowiedziałem wyraźnie rozbawiony jego reakcją. To wszystko było okazją na urozmaicenie tego roku szkolnego. Jeszcze bardziej się do niego przybliżyłem.
 - To mógłbyś się odsunąć?
Wyczułem nutkę paniki. Udałem, że się zastanawiam, po czym pokręciłem przecząco głową. Delikatnie musnąłem jego wargi swoimi.

(Shin? ^^". )

Wezwanie do dyrektora. Po znienawidzonej lekcji do tego! Ten świat mnie kocha, nie ma co. Nucąc pod nosem jakąś melodię, obserwowałem Czwartka. Dość lekko poddenerwowany drapał się w tył głowy.
 - Mam dla was pewną, bardzo ważną informacje. Przekazuję ją wam, z racji tego że jesteście perfektami ...
 - Co to takiego?
Urwałem mu. Śpieszyło mi się.
 - Nie przerywaj, a się dowiesz.
Prychnąłem.
 - Otóż ...

(Nie mam pomysłu . Resztę zostawiam wam. Shin, Samanta? )

czwartek, 5 września 2013

Samanta

Po wyjściu Kristin byłam zbyt poruszona by iść spać. Włączyłam, więc cicho swoją ulubioną playlistę i podeszłam do sztalugi, stojącej w kącie pokoju. Prawie nie wiedząc, co robię, wzięłam pędzel i zaczęłam malować….
Proces twórczy przerwał mi przenikliwy dźwięk… budzika? O nie! Malowałam całą noc….! No to pięknie… Westchnęłam ciężko i poszłam wziąć szybki prysznic. Po kilku minutach byłam gotowa, ale i wyczerpana. Nie wiedziałam jak przetrwam ten dzień….
No, ale jakoś przetrwałam i ten i następny, głównie dzięki temu, że nauczyciele ciągle gadali o PSO. Dzisiaj to już się niestety skończyło, a zaczęła się ostra nauka. Zaczęła się też presja, która była wywierana głównie na nas, jako prefektów. Zawsze tak było, ale w tym roku aż do przesady. Pierwszy raz widziałam chłopaków tak wkurzonych. Ale to był dopiero początek.
Po lekcji polskiego wszyscy troje zostaliśmy wezwani do dyrektora. Idąc do gabinetu Czwartka spodziewaliśmy się zwyczajowej gadki pt.: „Ufamy, że podołacie swoim obowiązkom i będziecie chlubą szkoły”, ale usłyszeliśmy coś zupełnie innego….

(Shin? Kaito? Co usłyszeliśmy?)

Kristin

- Ja miałam 12 lat kiedy zamordowano mamę, a tata prawdopodobnie dalej jest w więzieniu. Parę razy dostawałam od niego list z prośbą żebym przyszła, ale nie mam zamiaru tego robić. Nie po tym co on zrobił
Moje oczy się zaszkliły więc zamrugałam kilka razy żeby powstrzymać łzy.
- Sorka, że tak na Ciebie naskoczyłam. Za bardzo nie lubię gadać na ten temat bo wiesz.... – mruknęłam
Kiedy Samanta miała coś powiedzieć, przerwałam, podnosząc rękę
- Dobra ja już będę szła - popatrzyłam na zegarek w telefonie - Jest 20:00 powinnam się już umyć i kłaść więc pa.... i.... dzięki - westchnęłam i odkładając kubek, ruszyłam do drzwi.
- Pa – kiwnęła głową na pożegnanie.
Wyszłam z jej pokoju i ruszyłam do swojego. Wchodząc do pokoju zamknęłam drzwi i wyciągnęłam z kieszeni wisiorek

http://i.pinger.pl/pgr388/4256a0ac0009e9324e034ecc/amulet.JPG

Położyłam go na szafce nocnej, siadając na łóżku. Szybko przebrałam się i położyłam, wtulając w poduszkę. Przed oczami miałam wielkie okno gdzie widziałam dziś mnóstwo gwiazd na niebie...

(Samanta?)

Shin

Byłem zdenerwowany na maksa. Modliłem się do wszelkich istot niebiańskich, żeby nie stało się coś nieoczekiwanego. Nagle mnie olśniło, do kogo mógł iść. Wybiegłem z pokoju, nie zamykając go. Po drodze zahaczyłem o zdziwionego Andrzeja, ale nie miałem czasu na rozmowy. Wpadłem jak burza do dormitorium Tygrysa, budząc podejrzenia wszystkich oprócz pierwszakami. Kaito siedział rozwalony na kanapie.
- Stary, musimy pogadać - oświadczyłem mu. -  Sam na sam.
- Co się znowu stało? Myślałem, że z rywalizacją jeszcze trochę poczekamy - Kaito nie wydawał się wyczuwać mojej powagi.
- Bo tak jest. To sprawa osobista - uniesiona brew powiedziała mi, że tego się nie spodziewał. - Był u ciebie już Ricco?
- Nie, a powinien?
- Bogom dzięki... słuchaj, trochę się pokłóciliśmy i przez to wszystko obiecałem mu, że jak znajdzie przez dwa tygodnie jakiegoś faceta, to z nim będę przez te dwa lata do matury... błagam, gdyby coś, to mu odmów - Kaito w odpowiedzi się tylko uśmiechnął i zerknął za siebie, jak gdyby sprawdzając, czy ktoś nie wszedł do hallu.
- Ja nie potrzebuję starych dziadów, żeby mi mówili, co robić - powiedział, opierając się ręką o ścianę za moimi plecami i zbliżając niebezpiecznie blisko.
- Stary, co ty odwalasz... - zawahałem się. Czułem, że powoli zaczynam panikować.

Kaito?

Samanta

Historia Kristin była makabryczna. Już rozumiałam, dlaczego tak się zachowywała, chociaż własnego doświadczenia wiedziałam, że to jej nie pomaga.
- To nie była twoja wina – szepnęłam
Dziewczyna chciała zaprotestować, ale uciszyłam ją machnięciem ręki.
- Nie mówię tego żeby Cię pocieszyć. Po prostu Cię rozumiem
- Ta, jasne – prychnęła lekceważąco – Na pewno mnie rozumiesz, bo sama widziałaś jak ktoś morduje Twoją rodzinę, co?
- Domyślna jesteś – powiedziałam całkiem poważnie
- Co?! – Kristin gwałtownie podniosła głowę, a nasze oczy się spotkały
- Powiedziałam, że trafiłaś – powtórzyłam dobitnie
- W takim razie opowiedz – zażądała twardo – Ja Ci powiedziałam moją mordęgę, teraz twoja kolej – dodała, widząc, że się waham
- No dobra –zgodziłam się – Tylko może najpierw wrócimy do mojego pokoju, co? – zaproponowałam – Bo to trochę długo potrwa, a już jest późno i na dodatek leje
Kristin zgodziła się niechętnie, więc poszłyśmy do szkoły. W pokoju od razu powiesiłam nasze przemoczone kurtki tak żeby szybko wyschły. Potem zrobiłam nam obu po kubku gorącej czekolady.
- Usiądź – poprosiłam, podając czekoladę gościowi, a następnie sama przysiadłam na skraju łóżka.
- Nie bardzo wiem, od czego zacząć – powiedziałam, upijając łyk napoju – W odróżnieniu od Ciebie moi rodzice nie pili i nie bili ani mnie ani mojej siostry. Kochali nas i zawsze mogłyśmy na nich liczyć. Jednakże oboje mieli dość niebezpieczną pracę. Tata był policjantem, a mama dyplomatką. Oboje zostali zamordowani, kiedy ich poczynania nie spodobały się jakiejś mafii…
- Mafii?! – przerwała mi Kristin
- No tak… - przyznałam speszona – Rodzice mieli z nią zatargi od dłuższego czasu. Nie wiedziałam o tym dopóki jacyś gangsterzy nie otoczyli naszego domu z pistoletami i nie przyłożyli mi noża do gardła. Miałam wtedy 10 lat, a Maya miała ledwo dwa – westchnęłam i odwróciłam głowę, nie chcąc żeby dziewczyna zobaczyła, że do oczu napłynęły mi łzy – Rodzice chcieli mnie uratować, dlatego im się poddali. Ci z mafii zabili rodziców jak tylko do nich wyszli, a nas nie uwolnili tak jak im obiecali tylko pobili i wywieźli nie wiadomo, dokąd. Przez dobrych kilka dni szukałyśmy drogi powrotnej. Udało nam się dotrzeć na komisariat policji. Potem przez parę tygodni byłyśmy w domu dziecka. Stamtąd odebrała nas ciotka Alison, u której mieszkałam do czasu szkoły. Maya mieszka tam do tej pory – zakończyłam, a w pokoju zapadła grobowa cisza.

(Kristin?)

Kristin


Niech będzie, może jak raz to powiem, to nic się nie stanie.
- Ale nikomu nie mów - poprosiłam, a ona kiwnęła głową, więc zaczęłam.
- Um..., Kiedy byłam mała, tata ciągle pił i krzyczał na mnie i na mamę. Przyzwyczaiłyśmy się, że chodzi cały czas pijany. Kiedyś uderzył mnie. Pamiętam jak płakałam w kącie i jak mama do niego podeszła i zaczęła na niego krzyczeć. Kiedy chciał mnie znowu uderzyć, ona zaczęła go ciągnąć, a wtedy… - westchnęłam, przełykając ślinę - Po prostu zaczął ją szarpać i przyduszać. Nic nie zrobiłam, a mogłam. Mogłam uratować mamę, ale on ją udusił. Jedyne, co zrobiłam to zadzwoniłam po policję w trakcie tego wszystkiego. Mogłam np. walnąć go czymś, ale nic nie zrobiłam - walnęłam się w głowę i popatrzyłam na łańcuszek w ręce. Nie zwracając uwagi, że jest mokro usiadłam na środku chodnika.-Kiedy policja przyjechała mama już nie oddychała, a jego zabrali. Mnie odesłali do cioci, z którą i tak nie mam dużego kontaktu.
 
(Samanta?)

środa, 4 września 2013

Samanta

Przez chwilę gapiłam się na drzwi mojego pokoju, za którymi zniknęła Kristin i zastanawiałam się, o co w ogóle chodzi? Czemu ona tak zareagowała? Przecież nie powiedziałam nic złego. „No, ale cóż, nie ma, co się zastanawiać, lepiej ją po prostu zapytać.” – pomyślałam z westchnieniem.
Na zewnątrz padało, więc narzuciłam szybko kurtkę i pobiegłam za koleżanką. Kiedy mijałam salę, w której mieliśmy rozpoczęcie roku mignęło mi coś złotego. Schyliłam się i podniosłam przedmiot do oczu. Był to wisiorek, zapewne ten, którego szukała Kristin. No to teraz już na pewno musiałam ją znaleźć…
Trochę trwało, ale wreszcie zobaczyłam koleżankę, siedzącą pod drzewem ze słuchawkami w uszach. Usiadłam koło niej na ławce, ale dziewczyna była tak pochłonięta muzyką oraz własnymi myślami, że nawet tego nie zauważyła. Zareagowała dopiero, kiedy szturchnęłam ją lekko w ramię.
- Co jest? – zapytała zaniepokojona, zrywając się na równe nogi
- Spokojnie – powiedziałam z lekkim uśmiechem – Co się tak denerwujesz?
- Nie twój interes – burknęła nieprzyjaźnie – Zresztą, po co tu za mną przylazłaś?
- Żeby pogadać – powiedziałam szczerze – Jestem prefektem domu Smoka i nie chcę żeby ktoś czuł się w nim źle
- Gadanie – prychnęła
- Och, nie chcesz to nie wierz – powiedziałam trochę zirytowana – Nie zmuszam Cię do lubienia mnie czy tej szkoły – mówiąc to, wstałam i ruszyłam w stronę budynku. Po kilku krokach, coś mi się przypomniało i spojrzałam na dziewczynę przez ramie – Aha i jeszcze jedno. Twój wisiorek po prostu zgubiłaś. Znalazłam go jak tu szłam.
Podeszłam i wsadziłam Kristin jej własność w rękę, po czym odwróciłam się i chciałam iść do szkoły, kiedy usłyszałam ciche:
- Poczekaj

(Kristin?)

Kristin

- Nie widziałaś przypadkiem gdzieś wisiorka mojej mamy?
Zaczęłam nerwowo bawić się palcami
- Nie...? - mruknęła
- Nie.... - powtórzyłam - Miałam go cały czas w kieszeni..., ale kiedy wszyscy się rozeszli już go nie było. - dodałam szybko, spuszczając głowę na moje palce.
- Kup nowy – westchnęła, a ja szybko wstałam
- Da się kupić wisiorek, ale nie da się przywrócić życia osobie, która dała mi tamten - syknęłam
- O co ci... - nie dokończyła
- O nic wartego twojej uwagi... –mruknęłam, wychodząc z pokoju.
Cóż, kiedy zaczynam gadać o rodzicach tracę kontrolę. Nienawidzę takich tematów.
Musiałam po prostu odpocząć na polu, ale na mój pech zaczęło padać. Założyłam kaptur mojej bluzy i ruszyłam przez deszcz. Kiedy dotarłam do parku usiadłam na jednej z suchych ławek pod drzewami i włożyłam do uszu MP4. Słuchając muzyki patrzyłam na krople deszczu obijające się o ziemię w szybkim tempie.
"Na pewno ma mnie teraz za dziwaka…, ale może to i lepiej, może no, ale jak ktoś uważa mnie za dziwaka to może nie będę musiała drążyć tematu. Z drugiej strony to mogę zostać sama bez znajomych na zawsze..."
Moje rozmyślania przerwało mi szturchnięcie w ramię.

(Samanta? Ktoś?)

Shin

pierwszy dzień spania na PSO, drugi dzień spania na PSO.... Tak, jak ja lubię szkołę. Przynajmniej w pierwszym tygodniu. Ziewnąłem przeciągle, rozglądając się po pokoju. Co za szczęście, że prefekci nie muszą się użerać ze współlokatorami. Zerknąłem na ekran komputera. Uśmiechnąłem się, bo torrent już zupełnie mi się zrzucił. Wszedłem w pliki i wrzuciłem nowe kawałki na playlistę, po czym puściłem pierwszy z brzegu. A potem, "po troszku, bo komu się spieszy" pogłośniłem, aż w pokoju wręcz ryczało. No, ale kto bogatemu zabroni, jak mówi stare ludowe przysłowie. Najwyraźniej jednak ktoś tak, bo nie przeleciały dwie piosenki, gdy usłyszałem (cudem boskim, bo inaczej wytłumaczyć tego nie mogę) walenie do drzwi. Wyłączyłęm odtwarzacz i otworzyłem.
- Młody, co ty znowu odwalasz? Już dwa smoki mi przyszły na chatę, że im za głośno - Ricco był na prawdę wkurzony. - Ty w ogóle wiesz, która jest godzina?
- Eto... coś przed ósmą będzie - uśmiechnąłem się wymijająco. - Daj się jeszcze nacieszyć ostatnim tygodniem bez testów, co?
- Raczej pierwszym budy. Dobrze wiesz, że straszysz szczeniaki. Naprawdę... brak jakiejś laski źle ci robi - Ricco nie wydawał się być zadowolony.
- A wiesz co? Masz rację, samemu, to można testy z matmy robić. Jak mi znajdziesz w przeciągu dwóch tygodni jakiegoś chłopaka, to masz ciszę do mojej matury - uśmiechnąłem się z tryumfem.
- Ale nie wywiniesz się od tego i będziesz z gościem do końca szkoły - No tak... kto mieczem wojuje, temu Ricco dokopie kijem. Już miałem coś powiedzieć, gdy Ricco dodał. - Oczekuj jutro gościa - aż się dziwiłem, że ktoś może mieć tak szeroki uśmiech. Nie miałęm chyba jednak wyjścia, jak poczekać do jutra i jakoś wykiwać (nie)szczęśliwego wybranka, bo w tym graczej jeszcze nikt nie wyszedł z dobrymi kartami.