Siedziałam
na trawie w ogrodzie nad stawem i czytałam książkę, którą dał mi
starszy brat. Byłam tak pochłonięta lekturą, że nie zauważyłam jak
Nicolas do mnie podszedł.
- Co Ty tu robisz? - mruknęłam odrywając się od lektury. - Wracam z przebieżki. - mruknął w końcu. - Ile dzisiaj? - zainteresowałam się. - 13 km. - westchnął. - Mało. - Wiem. Ale jak na razie muszę poznać teren. Nie będę biegł na ślepo. - Jedynie się zgubisz. - roześmiałam się. Chłopak pokręcił głową i poderwał się z ziemi. Ruszył biegiem w stronę powrotną. Pokręciłam rozbawiona głową i zaczęłam dalej czytać. Aż ktoś przechodził przede mną i zatrzymał się. - Symfonia śmierci? - przeczytał na głos tytuł a ja oderwałam wzrok od tekstu. - Obiecująco się zapowiada. - przyznałam rozbawiona. - Morderstwo. Detektyw z nieudanym małżeństwem, mafia... - powiedziałam spokojnie, chociaż z łagodnym uśmiechem mając wciąż w głowie tekst książki. - Gdzie znalazłaś książkę? - Brat mi ją polecił. Rzadko mam czas na siedzenie i czytanie. -przyznałam. ( Christian? ) |
|
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz