środa, 30 października 2013

Samanta

- To wasz ojciec Cię tak urządził? - zapytałam Nicka, przysiadając na krawężniku obok rodzeństwa
- Tsa....
- To nic takiego - wtrąciła Mell - On się tak zawsze zachowuje...
- Zawsze okalecza własnego syna? - weszłam jej w słowo
- Nie zaraz okalecza.... - ku mojemu zdziwieniu Mell broniła ojca, słabo, ale jednak...
- To tylko drobne skaleczenia - zbagatelizował Nick, dotykając twarzy lewą ręką
- Och, przecież ja nie mówię o skaleczeniach twarzy tylko o zwichniętym nadgarstku - prychnęłam
- Co?! - zdziwili się oboje
 - Nie czujesz? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie, a widząc zdezorientowaną minę Nicka delikatnie dotknęłam jego prawej ręki.
Chłopak drgnął i mimo woli syknął z bólu.
- Cholera, kiedy on Ci to zrobił? - zapytała spanikowana Mellodie
- Pewnie wtedy kiedy wykręcił mi ręce do tylu - skrzywił się Nick - Muszę iść do pielęgniarki - westchnął cieżko
- Nie ma jej dziś w szkole - przypomniała mu siostra - Podobno ma jakieś zebranie i szkolenie... Musimy Ci zrobić jakiś opatrunek - myślała głośno - Tyle, że nie mamy apteczki, a ja nie znam się na leczeniu...
- Może będę mogła pomóc - powiedziałam cicho - W pokoju mam apteczkę i umiem sobie radzić z różnymi urazami

(Nick? Mellodie?)

Mellodie

- Co się stało? - spytała od razu Samanta
- Nic. - rzuciłam i pognałam do swojego pokoju. Złapałam za swoją torbę i wrzuciłam tam potrzebne na tą chwilę rzeczy. 
- Gdzie Nicolas? - spytała Samanta wchodząc do mojego pokoju
- Ma pewne... Utrudnienia. - wymamrotałam niechętnie
- Nie kłam. - burknęła. 
- Sprawy prywatne. - mruknęłam i przewiesiłam torbę przez ramię. Wybiegłam z domu i od razu ruszyłam w stronę kawiarni, gdzie zostawiłam brata. Wciąż siedział na krawężniku pod kawiarnią. Ukucnęłam przed nim i położyłam swoją torbę na jego kolanach. Wyjęłam spirytus i waciki do demakijażu, bo tylko takie miałam i nasączyłam je alkoholem. 
- Co Ci przyszło do głowy aby się na niego rzucać? - syknęłam.
- Sprowokował mnie. - burknął i zacisnął zęby, gdy przyłożyłam wacik do rozciętej brwi. Oczyściłam ją i zakleiłam plastrem. Podobnie zrobiłam z jego dolną wargą. Westchnęłam chowając wszystko i pokręciłam głową. 
- Gdzie jesteś gówniarzu?! - wrzasnął głos. Nick chciał się już poderwać ale przytrzymałam go aby siedział
- Co tu się dzieje? - spytała Samanta. Zdziwiłam się jej obecnością tak bardzo jak Nick
- Nie twoja sprawa! - krzyknął mężczyzna
- Grzeczniej do kobiet! - wydarł się Nick. - Do własnej żony i córki nie masz nawet szacunku. - prychnął
- Nie pyskuj. - syknął a ja przewróciłam oczyma
- Wracaj już. Musimy zrobić lekcje. - zwróciłam się. 
- Jeszcze was odwiedzę. - zapewnił. Złapał w pasie wysoką szatynkę i razem ruszyli do białego porsche. 
- Kto to był?
- Nikt. - mruknął Nick
- Rodzice. - powiedziałam w tym samym czasie co brat. Oboje westchnęliśmy a ja przytuliłam się do Nicka, siadając mu na kolanach.
( Samanta? )

wtorek, 29 października 2013

Samanta

Kiedy o jedenastej Nick nie przyszedł do mojego pokoju najpierw się wściekłam, potem zaniepokoiłam, ale na końcu po prostu wyszłam zawiedziona do salonu.
Usiadłam na kanapie przy pułce z książkami, ale tym razem nic nie czytałam. Zbyt byłam zajęta natrętnymi myślami kłębiącymi się w mojej głowie. Zastanawiałam się czy to przez wczorajszą rozmowę Nick nie przyszedł? A może chciał mnie ukarać za to, że ja miałam szczęśliwą rodzinę (co prawda krótko, ale jednak), a on nie?
Trzasnięcie drzwi dormitorium wyrwało mnie z zadumy. Zaskoczona uniosłam głowę i zobaczyłam zadyszaną i wyraźnie przejętą Mellodie.

(Mellodie?)

Nicolas

Chciałem pobiec do siebie ale po drodze spotkałem Mellodie. 
- Co się stało? - spytała łapiąc mnie mocno za ręce. 
- Czemu każdy musi mieć szczęśliwą rodzinę oprócz nas? - warknąłem i chciałem się jej wyrwać. Jednak zamiast mnie puścić, pociągnęła mnie w swoją stronę.
- Uspokój się. Chyba nic tej osobie nie zrobiłeś? - spytała spokojnie
- Nie podnoszę ręki na dziewczyny. - burknąłem a Mel westchnęła. Przytuliła mnie do siebie jak małe dziecko. 
- Kto?
- Twoja prefekt. - warknąłem.- I nie noś butów na koturnie. Jesteś niemal równa ze mną. 
- Trafne spostrzeżenie ' niemal'. - roześmiała się i zaprowadziła mnie pod dom. Kaito gdy tylko nas zobaczył zlustrował wzrokiem moją siostrę a ja przewróciłem oczyma
- Noś dłuższe spódniczki. - burknąłem rozbawiony
- Czyżby Ci się nie podobały? A może zazdrościsz innym, że mogą się rozmarzać o mnie, a Tobie to nie przystoi? - podsunęła rozbawiona. Rozczochrałem jej rude włosy i pożegnałem się z nią. Poszedłem do swojego pokoju i rzuciłem torbę na bok. 

( Samanta? )

Samanta

Wstrząśnięta stałam jeszcze przez moment, patrząc za odchodzącym chłopakiem...
Czy on uważa mnie za idiotkę? Przecież dobrze wiem, że pieniądze to nie wszystko! A poza tym to czy rodzina jest szczęśliwa nie zależy od jej stanu majątkowego, a od ludzi!
Zaprzątnięta takimi myślami szybko wróciłam do swojego pokoju, po czym położyłam się do łóżka….
Obudziłam się około trzeciej nad ranem i poczułam, że już nie zmrużę oka. Wciąż byłam poruszona po rozmowie z Nickiem i musiałam odreagować. Zaczęłam chodzić po całym pokoju. Szybko jednak przestałam, bo nie chciałam nikogo obudzić. Przysiadłam na skraju łóżka i zaczęłam bazgrolić w notesie. Pisałam, co mi ślina na język przyniosła. Po paru godzinach z moich zapisków uformowała się piosenka:
To takie smutne
jak dzisiaj łatwo nam
w ramiona przedmiotów wpaść
i choć codziennie
na ziemi więcej nas
samotność nie daje spać
jeśli czujemy mniej
może mniej widzimy
może mylimy się
to kobieta to mężczyzna
oto nogi ręce krew
lecz co w tobie jest człowiekiem
zwykle niewidzialne jest
nie pomyl się
nie pomyl się
ciasne marzenia
krojone według miar
za gardła trzymają nas
rozbijam lustro
gdzie czeka na mnie twarz
co każdą odpowiedź zna
to kobieta to mężczyzna
oto nogi ręce krew
lecz co w tobie jest człowiekiem
zwykle niewidzialne jest
czy to wolność czy niewola
kiedy wszystko można mieć
nie pomyl się
nie pomyl się

Minęła już siódma i skończyła się nocna cisza więc mogłam spokojnie grać. Wzięłam gitarę i zaczęłam na niej cicho brzdąkać aż wreszcie ułożyłam odpowiednią melodię.
Zagrałam całość, wkładając w każde słowo i zagraną nutę wszystkie targające mną emocje....

 (Nicolas?)

Nicolas

- Kochałaś swoich rodziców? - spytałem spokojnie
- Oczywiście! - prychnęła i zabrała mi z rąk zdjęcia.
- Byłaś szczęśliwa mając takich rodziców.
- Tak. - burknęła.
- Czyli szczęśliwa rodzinka. - podsumowałem. - Nie wiesz co to znaczy, mieć tylko siostrę i klony rodziców.
- Jak można... - zaczęła ale odwróciłem się do niej plecami
- Nie ważne. Nie będę rozmawiał o rodzinie. - warknąłem.
- I teraz po prostu zwiejesz? - prychnęła i wstała z ławki. Spojrzałem na nią i wyjąłem jej długopis z dłoni. Przewróciłem kartki jej notatnika na koniec i napisałem jej adres.
- Chcesz przyjdź. Jak nie to po prostu nic nie rób. Boks nie jest tylko bijatyką a bogata rodzina - rodziną idealną. - zauważyłem zaciskając zęby. Wyciągnęłam rękę aby wzięła swój długopis. Spojrzała na mnie uważnie i dopiero po chwili, powoli i z obawą wyjęła z mojej dłoni swój długopis. Odwróciłem się na pięcie i ruszyłem niemal truchtem z powrotem do swojego dormitorium.
( Samanta? )




poniedziałek, 28 października 2013

Samanta

- W porządku, już o nic nie pytam - zapewniłam - Rozumiem
- Jasne - prychnął - Na pewno uwierzę, że taka dziewczyna jak ty, wie co znaczy nie mieć rodziny. No, nie licząc siostry.
- Niedowiarek z ciebie - mruknęłam po czym wyjęłam zza okładki notesu dwa zdjęcia (na pierwszym byli rodzice, na drugim siedmioletnia siostra) i bez słowa podałam je Nickowi.
- A nie mówiłem?! Szczęśliwa rodzinka....
- Kiedyś tak - szepnęłam - Ale odkąd jakaś mafia zabiła rodziców mam tylko Mayę, a ona jest za mała by się tu uczyć...

(Nicolasa?)